niedziela, 18 października 2015

8 stycznia, 1949 rok


~~***~~

"Sta­ry. Naj­bar­dziej nie mogę znieść ludzkiej obojętności na zło. Tej sa­mej bes­tii, mniej­szej lub większej, w cza­sie woj­ny i na co dzień przez ludzi ho­dowa­nej dla ludzi. Nie mogę się wyr­wać, bo nie pot­ra­fię być obojętny. "

~~***~~



 
Znowu nadeszła zima, a w domu nie ma czym rozpalić w kominie. Mam dziesięć lat i drewniane chodaki na nogach, z których wystają niepodobijane gwoździe. Nie narzekam, lepsze to niż nic i jeszcze mniej. Usypiam wieczorem na stogu siana w stodole, zamiast zanieść kolację tacie. Czuję odór niedomytej podłogi po ostatniej strzelaninie. Wołam pomocy przez sen. Głosno. Donośniej. Nieustannie. Aż do rana.
         Budzę się i nie czuję zaschniętych łez na policzkach - nie pamiętam kiedy zasnęłam, z może wcale nie spałam? Jest mi zimno... 
Nienawidzę ich wszystkich. Nienawidzę samej siebie - dlaczego nie mogę być bardziej przydatna?! Mogę pomóc w kuchni - ale wygania mnie stamtąd mama od razu, kiedy mnie zobaczy. "Dziecko, bo się poparzysz!" krzyczy za każdym razem, kiedy próbuję zrobić tacie kawę. 
Kawę... nie lubię jej, smakuje jak woda z jakąś trucizną. Fuj.
       Ostatnio, kiedy chciałam pomóc tacie, powiedział, że tylko coś zepsuję, a ja chciałam pomóc! Ech... pójdę lepiej spać. może zasnę, choć na jedną calusieńką nockę...


*****
Wiem, zapomniałam o blogu - ale nie zapomniałam o Helence - dlatego wróciłam :) Jak tym razem podoba wam się kolejny wpis? wiem, krótki, ale mam zamiar za jakiś czas wprowadzić kogoś innego - Bronka, jej przyszłego ( i teraźniejszego) małżonka  - jak to było z nim - co wy na to? :)
Pozdrawiam!
PS.: wcale nie, obrazek właśnie pasuje do tego posta :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz