niedziela, 18 października 2015

10 stycznia, 1949 rok godzina 10.35

~~***~~

"Wojna jest czasem, w którym człowiek jest przygotowany na wszystko - nawet na wycelowanie broni w cywilów, którzy nie chcą pomóc rannemu powstańcowi. Bez chwili wahania."

~~***~~






Nie czuję już nóg. Nie czuję już żadnej części swojego ciała. Lecz uciekam. Chowam się za płotkiem, który ledwo mnie zakrywa. Pusto, można biec. Wybiegam zza zasłony i po kilku krokach widzę bombę dymną przed stopami. Muszę poinformować resztę o napadzie. 
      Muszę biec dalej. Omijam ładunek szerokim łukiem i czuję na sobie czyjś wzrok. Czyjś pistolet. Pocisk leci w moją stronę, lecz chybia. Widzę jak przelatuję mi centymetr od ramienia kręcąc się jak złoty bączek. Nieszkodliwy bączek dla dzieci. 
Nie jestem już dzieckiem.
       Gdzie oni są?! krzyczę w przestrzeń, gdzie przed chwilą strzelał do mnie mężczyzna. kobieta. dziecko. Diabeł...
       Wstaję i uciekam w stronę stodoły - nie mam czasu na plan, wszystko robię na zwłokę - i tak zaraz dostanę kulkę w głowę. A może dostanę w nogę? To byłoby lepsze, może zyskałabym jeszcze chwilę, aby wezwać do siebie Boga, lecz On... Nie, nie będzie miał czasu na mnie. Nie jestem jedyną osobą, która go teraz potrzebuje... Bóg mi zaufał, dlatego jestem sama. On mi ufa - ja też muszę.
      Minęły trzy minuty od momentu, kiedy wbiegłam do budynku.
 Ja żyję. Ja naprawdę żyję. Dziękuję Boże, że mi zaufałeś - nie zawiodę Cię, obiecuję.
      Widzę niebieskie oczy nade mną - uśmiechają się do mnie, lecz nie widzę nic więcej. Błękitne tak samo, jak oczy Antka... Ale Antek nie żyje... prawda?
Miły panie w mundurze, czy to był Antek? Odpowiedz proszę... tak bardzo za nim tęsknię...
Nic nie słyszę w odpowiedzi.
Chyba oszalałam.   



******
Wiem, dwa posty jednego dnia? co mi się stało?! po prostu chciałam go wstawić, z dokładną datą, bo taką podała mi Helenka - kocham cię Babciu.
I jak? :)
Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz